Mit czarnoleski

[dzisiaj praca magisterska z historii literatury]

Mit czarnoleski uległ zdecydowanemu przewartościowaniu w okresie mistycznym przede wszystkim w twórczości Słowackiego. Idylla życia ziemiańskiego, do której ten poeta tęsknił najbardziej, była już nie do przyjęcia w nowym okresie silnych tęsknot irracjonalnych, kształtowania swojej osobowości w duchu wewnętrznej przemiany. Słowacki rozumiał, że wielki mit Czarnolasu ma znaczenie nie tylko patriotyczne, lecz również terapeutyczne – ratował bowiem ludzi przed rozbiciem wewnętrznym.

W latach wielkiej transfiguracji mistycznej Słowackiemu niepotrzebny był już mit Czarnolasu, ale poeta rozumiał, że potrzebny jest on zwykłym ludziom, którzy w kraju żałoby i zesłań muszą mieć w końcu jakieś swoje normalne szczęście. Odzwierciedleniem tego przekonania jest

poemat „Poeta i Natchnienie” (1843) gdzie czytamy:

„Mój Ukraińcu! nie wołaj tam Jana,

Niech śpi pod swoją lipą czarnoleską,

Cóż jego biedna lutnia – siostra dzbana,

Pod kopułą złotą … pod niebieską,

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Innego trzeba w Rzymie przewodnika,

I ten już idzie … duch prawdy i wiary …”[1].

„Tradycja – powiada Słowacki – należy do przeszłości, zwłaszcza tradycja ziemiańska, daleka od rycerskich uniesień i bohaterskich czynów.[2]

Stanowisko to, mimo, że Słowacki nie opublikował tekstu, musimy uznać za ważne, ponieważ koresponduje z zasadniczymi elementami światopoglądu poetyckiego poety. Zrozumiał, że w oczach romantyków lutnia Kochanowskiego, zbyt ściśle przynależna do sielsko-swojskiego krajobrazu, zbyt przyziemna i ludyczna (jako „siostra dzbana”) nie mogła pasować go na poetę – wieszcza.

Czarnoleska poezja wraz z jej głębszymi treściami filozoficznymi i z problemami samowiedzy poetyckiej odkryta została przez Cypriana Kamila Norwida w genialnej metaforze: Rzecz Czarnoleska. Pochodzi ona z wiersza „Moja Piosnka I” powstałej w roku 1844, ogłoszonej w „Bibliotece Warszawskiej” w rok później:

„Lecz nie kwiląc jak dziecię

Raz wywalczę się przecie;

Złotostrunna nie opuść mię lutni!

Czarnoleskiej ja rzeczy

Chcę – ta serce uleczy

I zagrałem i jeszcze mi smutniej”[3].

Norwid od najwcześniejszych lat swego życia rozczytywał się w literaturze staropolskiej. Wacław Potocki świadczył w roku 1841 „cały oddany dawnym autorom Kochanowskiego i Opalińskiego na pamięć umie”[4].

To rozczytanie się i głębokie przeżycie dorobku czarnoleskiego widoczne jest u Norwida na każdym miejscu w twórczości poetyckiej. Także wówczas, gdy natchnienie do szeregu utworów czerpie z poezji mistrza Jana, kładąc motta z „Fraszek”, „Trenów”.

„Moja Piosnka I” została napisana pod wpływem zawodu miłosnego, jest doskonałym przykładem ujawniającym proces transpozycji uczuć i wrażeń na płaszczyznę ogólniejszej zobiektywizowanej refleksji. Lekarstwa na smutek szuka poeta kolejno w zabawie, w sferze własnej uczuciowości, a wreszcie w prawdziwej wielkiej poezji. Znakiem tej właśnie wielkiej poezji jest „rzecz czarnoleska”. Doskonała poprzez swoją uniwersalność ideową i estetyczną, terapeutyczna siłą nieprzemijającej ekspresji.

„Rzecz” jest w leksyce Norwida pojęciem wieloznacznym i stosowanym elastycznie. Jak pisze Mieczysław Jastrun: „owe rzeczy u Norwida są kształtem prawdy, wyrażanie prawdy jest obowiązkiem i posłannictwem artysty”[5].

W „Mojej piosnce I” Norwida spotykamy się z intymnym wyznaniem; o uczuciach mówi się tu językiem stereotypów i poetyckich banałów: zawód miłosny jest nicią, depresja psychiczna przybiera kształt czarnej pętli, próby wyzwolenia ze stanu frustracji dokonują się przy pomocy wieńca i pucharu. Ale także przy pomocy złotostrunnej lutni i znamiennej z nią – czarnoleskiej rzeczy. Anna Niewolak-Krzywda pisze: „to właśnie rzecz czarnoleska przenosi sens tego wiersza na płaszczyznę doświadczeń poetyckich i artystycznych. W pojęciu rzeczy czarnoleskiej mieści się humanistyczna koncepcja losu ludzkiego. Przede wszystkim rzecz czarnoleska to „rzecz poetycka”, świadomość własnej sztuki i artystycznego rzemiosła, manifest wolności poety i program jego społecznej służby”[6].

Po raz drugi odwołał się poeta do autorytetu Kochanowskiego w poemacie „Tęcza” (pierwodruk „Kłosy” 1884, nr 995), gdzie w partii wstępnej tłumaczy prawo do odmienności własnej twórczości, do odejścia od romantycznej kreacji poety „w pielgrzymiej tunice”, powołując na arbitrów nie tylko trójcę wieszczów romantycznych, ale na pierwszym miejscu Jana Kochanowskiego:

„Co nam kołyskę

Dawidowymi psalmy odśpiewał (…)”[7].

Sięgnięcie po świadectwo Kochanowskiego to przede wszystkim odwołanie się w sprawie tak ważnej, jak wykładnia własnego światopoglądu poetyckiego, do autorytetu twórcy języka polskiej poezji i pisarza przyswajającego polszczyźnie arcydzieło literatury światowej. Dopowiedzieć także wypada, że koncept poetycki – polegający na użyciu autorytetu klasyka w obronie istotnych racji (patriotycznych, estetycznych, ideowych) – jest mocno związany z tradycją czarnoleską.

W podobnym ujęciu pojawia się Kochanowski w „Rzeczy o wolności słowa”; w partii poematu, traktującej o kulturotwórczej, społecznej i moralnej sile języka narodowego, znajdziemy:

„Gminny, sielski, uczony, kmiecy i królewski –

Ten kasztelański Jana język Czarnoleski (…)”[8].

Z misternego łańcucha określeń łatwo odczytujemy intencję autora: język czarnoleski, czyli język Jana Kochanowskiego, to najczystsza postać języka narodowego. Swym dwuwierszem wpisał się Norwid na długą listę admiratorów autora „Fraszek”, jako twórcy literackiej polszczyzny.

Słynną lipę czarnoleską wspomina Norwid w wierszu adresowanym do znanego skrzypka i kompozytora Nikodema Biernackiego. Autor zapytuje go:

„A ty skąd wziąłeś na te skrzypce deski,

Jeśli nie z lipy bogdaj czarnoleskiej –

I smyk Twój jestże czarodziejstwem żywy

Z białego konia arabskiego grzywy?…

I struny Twoje – czy Ty ręką lewą

Spod serce wysnułeś na skrzypców Twych drzewo”[9].

Lipa jawi się w tym utworze jako materiał do wyrobu skrzypiec, a nie jako najsłynniejsze drzewo poezji polskiej.

Wśród dziewiętnastowiecznych pisarzy zainteresowanych spuścizną Jana z Czarnolasu na osobną uwagę zasługuje Teofil Lenartowicz. Powody tego zainteresowania były dwojakiej natury. Po pierwsze; bibliograficznej. Badacze twórczości „lirnika mazowieckiego” Wojciech Grochowski, Czesław Zgorzelski, a przede wszystkim Jan Nowakowski, ze spuścizny poety i materiałów źródłowych Jego dotyczących – wydobyli i zestawili wszystkie fakty potwierdzające szczególne zainteresowanie autora „Kaliny” Janem Kochanowskim. Są to: zwłaszcza wycieczki do Czarnolasu, inspiracje intelektualne Wójcickiego, a później także Kraszewskiego i wreszcie wykłady o literaturze polskiej w latach 1879-1885.

Jak pisze Jan Nowakowski: „Niełatwo orzec, czy zbliżenie Teofila Lenartowicza do Kochanowskiego nastąpiła pod urokiem jego utworów i skierowało go na drogę do Czarnolasu, czy też przeciwnie – postawienie stopy na ziemi czarnoleskiej, wejście w atmosferę nasyconą tradycją Kochanowskiego poruszyło głęboko jego wyobraźnię, wzbudzając emocje – także twórcze, a przybliżając dzieła”[10].

Andrzej Martyniak zbadał, że symbolicznym znaczeniem lipy zainteresował się Lenartowicz podczas wędrówki po Łużycach około roku 1849.[11]

Na podobieństwo Jana z Czarnolasu drzewu temu wystawił Lenartowicz piękny liryczny pomnik w apostroficznym wierszu „Na lipę słowiańską”, co wymownie świadczy o uczuciu, jakim je darzył:

„Lipo zielona! Drzewo ojczyste,

co na mnie kwiaty strząsasz złociste

I cień daleki rzucasz dokoła

Drzewo rodzinne, ozdobo sioła:

Twoich gałęzi mnogie ramiona

Jako słowiańskie nasze plemiona

W jednym pniu silnym w ziemi się łączą,

Jeden kwiat sypią i miody sączą.

Gdy Niemiec z ciebie skórę obdziera,

Gdy cię waragska rąbie siekiera,

Ty jednak silna, w następnym lecie

Znowu też same rozrzucasz kwiecie.

Ludy Słowiańskie! Toż my podobnie

Jak nasza lipa rostąc nadobnie

Przetrwali długie dziejowe burze,

Pioruny, grady i wichry duże.

Z gałęzi naszych cóż nie zrobiono!

Spójrzcie na Polskę na grób schyloną

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Lipo słowiańska! Gdzie twoje chwała?

Czyś ty już, nasza lipo, spróchniała?

Nicże już więcej z ciebie nie będzie,

Jak krzyż i warsztat na naszej grzędzie?

Oj cicho, pisklę! Ucisz swe płacze!

Z mojego drzewa skrzypki prostacze

Nastrój na nutę wielką, podniosłą,

Żeby w tym ludu serce urosło,

Żeby zagrały wszystkie krwi krople,

Żeby ta chwała co leży w Gople,

Buchnęła w niebo z swojej mogiły,

Żeby się słońca dwa rozświeciły:

Jedno – to jasne na modrej fali,

Drugie – słowiańskie z słowa i stali!”[12].

Jest to jedna z pierwszych wypowiedzi Lenartowicza w duchu słowianofilskim. Dla poety lipa jest symbolem Polski, a nawet całej słowiańszczyzny.

Słowiańszczyzna jest jak ścięte drzewo, jak lipa, której korę Niemiec obdziera, rąbie Wareg, a która jednak jest silna i każdego lata okrywa się kwiatem. Złota barwa przypomina o świętości tego drzewa. Słowianie przetrwali długie burze dziejowe. Polska stoi schylona nad grobem, mogiły sterczą na polu Kosowym, w Czechach Światosławnych w Wielkiej Morawie, popłynęła krew obfita. Pomorze Niemiec zmienił w swe warsztaty – i czyżby już nic nie miało stać się z tej lipy jak tylko krzyż.

Lipa uosabia ideę zjednoczenia się narodów słowiańskich w walce przeciw najeźdźcy. Drzewo odpowiada, że koniec jeszcze nie nadszedł. Należy z lipowego drewna wykonać skrzypce, które poruszą serce ludu, a ten przywróci dni chwały drzewu-słowiańszczyźnie. Lipa jest wyznacznikiem rodzinnego krajobrazu, poeta czyni z niej symbol Polski, a nawet całej słowiańszczyzny.

Duże znaczenie dla Lenartowicza ma także motyw czarnoleskiego drzewa, w którego cieniu tworzył Kochanowski. W tym kontekście przywołuje staropolskie obyczaje oraz pochwałę twórczości renesansowego mistrza jako wartości, które chciałby zamknąć w swojej poezji.

W twórczości Teofila Lenartowicza pierwszym literackim śladem zainteresowania poetą czarnoleskim jest wiersz zatytułowany „Jan Kochanowski”. Jan Nowakowski uważa, że utwór ten powstał po odwiedzinach Czarnolasu w roku 1844. Wiersz ten dokładnie objaśnia stosunek Lenartowicza do wartości czarnoleskiej poezji. Parafrazując najpopularniejsze utwory mistrza Jana i wykorzystując cytaty z fraszek i pieśni, wkłada poeta w usta swego podmiotu mówiącego wykład renesansowej filozofii życia godziwego; pochwałę mierności, stoickiej zgody na los i patriotyzmu. W tych wartościach upatruje Lenartowicz wielkości czarnoleskiej poezji, żywotności tradycji szlacheckiej:

”Pójdź gościu, w moje progi, otwarte ci wrota,

Wita cię stara prawość i stara prostota

Zrzuć zbroję i rumaka pachołkowi oddaj,

A zwyczajom się naszym staropolskim poddaj.”28

Utwór to znamienny dla recepcji poezji Kochanowskiego ze strony Lirnika mazowieckiego. Można stwierdzić, że ustala się pewien motyw persewerujący odtąd w utworach Lenartowicza, ilekroć przywołuje twórczość Jana z Czarnolasu. Motywem tym jest obraz imaginacyjny samego gospodarza dworu, jak stojąc przy nim, zwraca się w stronę gościa – by go powitać, gdy nadchodzi, albo pożegnać, gdy znów wybiera się w dalszą drogę.

Motyw lipy w twórczości romantyków staje się przykładem toposu, który może oznaczać zarówno walory sztuki poetyckiej, jak też uroki tradycyjnego dworku ziemiańskiego, wsi arkadyjskiej, gdzie lipa rozłożysta jest znakiem gościnności, radosnego nastroju, przyjaźni:

„Pod cienie lipy mojej, gościu pożądany,

Śpiesz się, tu cię pokrzepi mój dzban polewany,

Złota przywita lutnia i ubogie progi (…)”29.

Lenartowicz był jedną z wielu osób odwiedzających Czarnolas. Dzięki Czesławowi Zgorzelskiemu30 wiadomo, że odbył taką podróż w 1845 roku, czego dowodem jest stwierdzony przez badacza wpis do księgi pamiątkowej Czarnolasu z dnia 30 lipca tego roku, wpis wiersza od słów:

„Gdzież ta lipa ukochana,

Kędyż Jana dom ubogi?

[ . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Gdzież ta lutnia złotodźwięczna

I pieśni polska taka wdzięczna?

[ . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Twoja lipa obalona

Ale sława ciebie strzeże

Śród wieczności skamieniona

Po wiek wieki cześć swą bierze.”31

Wiersz jest wyrazem uwielbienia dla twórczości Kochanowskiego oraz świadectwem na to, że topos czarnoleskiej lipy, uosabiającej ideę twórczych sił poezji, był ważny dla Lenartowicza i działał inspirująco na jego wyobraźnię.

Obraz czarnoleskiego dworu – stwierdza Jan Nowakowski – wśród zieleni drzew, motyw spokojnego trwania z dala od zgiełku i krzątanin królewskiego czy pańskiego dworu, świadomej izolacji, z którą niesprzeczna uciecha w szczupłym gronie przyjaciół – oto charakterystyczne składniki wizji czarnoleskiego „Tusculum”, która na trwałe wpisuje się w pamięć i twórczość Lenartowicza. Pozostanie też w długie lata tułaczki motywem nostalgii (…) konstruując idealny obraz kraju, motyw towarzyszący wyrazom tęsknoty za oddaloną ojczyzną.32

Z podobnego wpisu poetyckiego z roku 1848 pochodzi poświadczenie ponownych odwiedzin Czarnolasu, jak i następny utwór Lenartowicza poświęcony pamięci Kochanowskiego:

Oj, daleka moja drogo!

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Zda mi się, że widzę oto

Czarnoleski dworzec dawny

A pod lipą śpiewak sławny

Stoi z lutnią szczerozłotą

J krzyż na powietrzu kryśli,

I pierzchają smutne myśli.

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Z dala spod tej lipy swojej

Błogosławi drodze mojej.33

Szczególną postać przyjmuje arkadyjski mit szczęśliwego bytowania na ojczystej ziemi w „Małym Światku”, wierszu powstałym w 1851 roku, kiedy poeta przemykał się między sieciami zastawionymi na niego przez władze pruskie w Wielkopolsce.

Wiersz ten jest rekonstrukcją pożegnalnej Arkadii, utworzonej z wizerunków Polski, gdzie „modrzewiowy dwór ojcowy” ozdobiony rozłożystą lipą, wtopiony w obraz Polski chłopskiej, gdzie „po drodze stare stoją chałupy”:

„Jak to ja sobie

Domek ozdobię

Ten modrzewiowy

Dworzec ojcowy!

Naprzód przed dzwiami

Lipę zasadzę (…)”34.

Drzewo rosnące przy domostwie budzi skojarzenie z twórczością czarnoleskiego poety, który dokonał nobilitacji zacisznego lipowego ustronia.

Motyw czarnoleskich odwiedzin wraz z wyobrażeniem gospodarza domu – poety, powróci jeszcze parokrotnie, nawet w latach znacznie późniejszych, w perspektywie „kraju utraconego”, więc w „Dzwonie Zygmuntowskim” z 1869 roku, w wierszu „Torkwatowi Tasso” z 1870 roku i jeszcze znacznie później, w wierszu na 300-lecie zgonu Kochanowskiego: „O Satyrze albo leśnym mężu, Jana Kochanowskiego powierniku.” W pierwszym z tych utworów – „Dzwon Zygmuntowski” – dany jest wyraz daremnemu marzeniu:

O! Janie, ojcze polskiej pieśni,

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

W tej czarnoleskiej lip ustroni

Może cień ujrzę skroni twojej,

Jak tam opiera się na dłoni.35

Teofil Lenartowicz był piewcą dawnej wsi, harmonii jej krajobrazu, moralnego ładu bytowania normowanego prawami natury. Korzeni poetyckiego światopoglądu doszukiwał się w tradycji czarnoleskiej. Kilkakrotnie powraca w spuściźnie Lenartowicza motyw odwiedzin domu Kochanowskiego, scena spotkania z poetą. Dla dziewiętnastowiecznego autora jest to swoisty powrót do Arkadii – do krainy prostych praw moralnych i prostych wzruszeń estetycznych.36

Oceniając rangę Kochanowskiego w kulturze narodowej Lenartowicz stwierdzał, że:

Natychmiastowa popularność poezji Jana bardziej jest wymowna niż wszystkie pochwały, jakimi można by ją obdarzyć. Wiersze jego, tak jak wielkich klasyków, stały się przysłowiami – a popularność nie przychodzi nigdy bez racji.”37

W światopoglądzie poetyckim Teofila Lenartowicza zwrot ku poezji czarnoleskiej stanowił odwołanie do wyidealizowanej wizji utraconej ojczyzny. Wierna pamięć o poetyckim mistrzu owocowała konkretnymi walorami popularyzatorskimi wśród bardzo licznego grona polskich czytelników jednego z najpopularniejszych twórców drugiej połowy XIX wieku. Sposób widzenia tradycji czarnoleskiej przez Lenartowicza odcisnął swe piętno na utworach innych poetów ubiegłego stulecia.

Kreacja Jana Kochanowskiego jako poety – wieszcza – i to wieszcza szczęśliwego, ponieważ żyjącego w wolnej ojczyźnie i tworzącego na pożytek i chwałę wolnego narodu – utrwala się również na kartkach twórczości Wincentego Pola w utworach poświęconych czarnoleskiemu poecie: „Do Jana Kochanowskiego”, oraz we fragmentach poematów „Szajne – katarynka” i „Pieśni Janusza”.

Pol uważał Kochanowskiego za „poetę natchnionego”, a jego spuściznę za „perłę narodową” dla potomnych, przy czym dobitnie podkreśla polski charakter tej twórczości, ponieważ Kochanowski „śpiewał chwałę polskiej wioski.”38

Ludowość zatem jako postulat ideowy i estetyczny pokolenia romantyków krajowych, znalazła oparcie w tradycji poezji ziemiańskiej, podpartej autorytetem moralnym i artystycznym staropolskiego wieszcza. W doborze tej tradycji dokonała się uniwersalizacja pojęcia wiejskości; społeczny aspekt poezji ziemiańskiej, czy szerzej – szlacheckiej, dostrzegali jeszcze radykalni krytycy z pierwszego pokolenia romantyków.39

Zasadniczym motywem wierszy Pola poświęconych Kochanowskiemu jest zestawienie sytuacji dawnego poety, tzn. żyjącego w czasach świetności Rzeczpospolitej z warunkami historyczno-społecznymi, w jakich przyszło żyć autorowi. W wierszu „Do Jana Kochanowskiego” czytamy:

Ale serce ci zazdrości

Żeś na piękne trafił żniwo,

Żeś ojczyznę znał szczęśliwą

W czasach sławy i wielkości!

Żeś znał Polskę jeszcze wolną

I pobożną i orężną –

I poczciwą, prostą, rolną,

Światłą w Bogu i potężną .40

Po klęskach romantycznych zrywów, w warunkach narastających represji zaborców, utrwaliła się – zaszczepiona przez wielkich romantyków – szczególna rola społeczna poetów i poezji. W odniesieniu do twórców krajowych należy mówić tu nie tyle o rolach przywódców duchowych narodu, co o pozycji autorytetu moralno-społecznego i funkcji nauczyciela.

Jak pisze Stanisław Pigoń: „istotną sprawą była możliwość odwołania się do takich wartości, które stanowić by mogły skuteczną przeciwwagę dla zagrożenia bytu narodu. Te wartości odnajdywano w historii, a zwłaszcza w epoce ostatnich Jagiellonów.41

Wiersze Pola poświęcone Kochanowskiemu są przykładem postępującej mitologizacji polskiego złotego wieku. Zasadniczym elementem kształtowania takiej tradycji musiała zostać poezja czarnoleska:

Cała Polska rozkochana

Uwielbiała swego czasu

Wieszcza Jana z Czarnolasu,

Co tak rosiał po dąbrowie

Skarby ducha w ojców mowie.

Dziś już pewno ani szczypy

Z czarnoleskiej owej lipy (…)42.

Świadomość dawnej świetności stwarzała szansę optymistycznej wykładni współczesności:

Ale naród mówi sobie:

„Żywe duchem, żywe w grobie

I nie zginie wśród zapasu!43

Również istotnym, powodem kreowania Kochanowskiego do roli wieszcza narodowego były dwie przesłanki. Pierwsza – zasługi poety dla polszczyzny, bowiem on „najpierwszy w polskiej mowie”:

„Większe skarby nam odpisał

Wieszcz natchniony z Czarnolasu

Co też słodycz z masy wyssał

Nie złożyli u przystani

Wielcy króle i hetmani!”44

Druga przesłanka – to wzgląd na „poczciwą sławę” mistrza u współczesnych i potomnych, na powszechną znajomość jego twórczości i – co więcej – powszechną akceptację treści w niej zawartych:

„Boć twa sława i twe słowo

dziś już perłą narodową

Boć twym czarem my czarujem,

Boć twym sercem my dziś czujem (…)”45.

W twórczości Wincentego Pola otwiera się nowy nurt czarnoleskiej tradycji. Jego wiersze rozpoczynają cykl okolicznościowych utworów pochwalnych, pisanych z okazji rocznic czy uroczystości związanych z kultem poety i kult ten pomnażających.

Strofy Pola poświęcone Kochanowskiemu uznać należy za poważny wkład w dzieło popularyzacji spuścizny czarnoleskiej, a w konsekwencji kultury staropolskiej. Poezja czarnoleska jako nosicielka uniwersalnych idei, ładu, harmonii jednoczących cały naród jest pomostem pomiędzy przeszłością a współczesnością.

[1] J. Słowacki, „Poeta i Natchnienie” [w:], W kręgu rzeczy czarnoleskiej, A. Niewolak-Krzywda, Rzeszów 1987, s. 35

[2] ibidem

[3] C. K. Norwid, Moja Piosnka I, [w:] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, Zebrał i wstępem opatrzył W. Gomulicki. Warszawa 1971-1976; tom. I, s. 66

[4] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, op. cit., s. 37

[5] M. Jastrun – Norwid – poeta nieznany [w:] M. Jastrun Wizerunki, Warszawa 1956, s. 26

[6] A. Niewolak-Krzywda, W kręgu rzeczy czarnoleskiej, Rzeszów 1987, s. 102

[7] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył W. Gomulicki, Warszawa 1971-1976; t. I, s. 66

[8] ibidem

[9] C. K. Norwid, Do Nikodema Biernackiego [w:] J. C. Norwid Pisma wszystkie, zebrał, tekst wstępem i uwagami opatrzył J. W. Gomulicki, Warszawa 1971-1976; tom. I, s. 89

[10] Jan Nowakowski, Pod urokiem Czarnolasu. Jan Kochanowski – Teofila Lenartowicza [w:] Rocznik

Świętokrzyski Kieleckiego Towarzystwa Naukowego, Kraków 1981, s. 241

[11] A. S. Martyniak – Fakty i domysły na temat związków Marii Konopnickiej i T. Lenartowicza z

Łużyczanami [w:] Liryka Teofila Lenartowicza wobec pieśni ludowej, Warszawa 1983, s. 15

[12] T. Lenartowicz „Na lipę słowiańska” [w:] T. Lenartowicz, Wybór poezji, Wrocław 1972, seria B.N.,

  1. 34

28 T. Lenartowicz, Jan Kochanowski [w:] Wybór poezji, oprac. Jan Nowakowski, Kraków 1972, BN I

nr 5, s. 21

29 ibidem

30 Cz. Zgorzelski, Sycyna, Czarnolas i Zwoleń w opisach wędrówek po kraju. [w:] „Alma Mater Vilnensis” Wilno 1930; z. 9; według przedruku: Kochanowski, z dziejów badań i recepcji twórczości, oprac. M. Korolko, Warszawa 1980, s. 142

31 ibidem

32 J. Nowakowski, Pod urokiem Czarnolasu. Jan Kochanowski – Teofila Lenartowicza [w:] Janowi Kochanowskiemu ziemia rodzina, Rocznik Świętokrzyski, Kraków 1981, s. 243-244

33 Cz. Zgorzelski, op. cit. s. 143.

34 T. Lenartowicz „Mały światek” Poezje, wybór i oprac. J. Nowakowski, Warszawa 1968, s. 21

35 T. Lenartowicz – Dzwon Zygmuntowski, [w:] Poezje, wybór, wybrał i oprac. J. Nowakowski, Warszawa 1968, Biblioteka Poezji i Prozy, s. 666

36 A. Niewolak-Krzywda, W kręgu rzeczy czarnoleskiej, Rzeszów 1987, s. 47

37 T. Lenartowicz, O charakterze poezji polsko-słowiańskiej, Warszawa 1978, s. 107

38 W. Pol, Do Jana Kochanowskiego, cyt za: Poeci polscy o Kochanowskim, Kielce 1931, s. 14

39 A. Niewolak-Krzywda, op. cit., s. 48

40 W. Pol, op. cit., s. 14

41 St. Pigoń, Jan Kochanowski w sądach romantyków, [w:] Pamiętnik Zjazdu Naukowego im. Jana

Kochanowskiego, opr. W. Walecki, Warszawa 1976, s. 301

42 W. Pol, Szajne –Katarynka op. cit. s. 36

43 ibidem

44 ibidem

45 W. Pol, op. cit., s. 36

Reklamy

Historia miasta Sopot

Poniżej przestawione zostały ważniejsze daty z dziejów Sopotu. W większym lub mniejszym stopniu miały one wpływ na charakter dzisiejszego miasta.

Trzecie tysiąclecie p.n.e.

Najstarsze znane dziś ślady pobytu człowieka na terenie Sopotu pochodzą właśnie z tego okresu. Kamienne narzędzia, pochodzące z młodszej epoki kamiennej, znaleziono w drugiej połowie XX w. w sąsiedztwie ulicy Okrężnej.

– II w. p.n.e.

Wykopaliska archeologiczne na terenie Górnego Sopotu w postaci licznych grobów wyposa­żonych w zdobione urny z przepalonymi szczątkami ludzkimi, wyroby z brązu oraz szklane i bursztynowe paciorki świadczą, że we wczesnej epoce żelaza na terenie Sopotu zamieszkiwa­ły plemiona zaliczane do ludów kultury urn twarzowych.

– IV w. n.e.

Ślady dużego skupiska osadniczego u wylotu Doliny Świemirowskiej, skarb srebrnych denarów rzymskich znaleziony w pierwszych latach XX w., pozostawiły po sobie plemiona kultury wielbarskiej, utrzymujące kontakty handlowe z Rzymem.

n.e.

W pobliżu Gręzowa, na gruntach ornych należących dziś do Leśnictwa Sopot oraz na terenie Grodziska, odkryto w drugiej połowie XX w. ślady słowiańskich osad otwartych.

Przełom VIII i IX w.

Na skraju Skarpy Sopockiej zbudowano drewniano — ziemną warownię zabezpieczającą istnie­nie otwartych osad, licznie powstających w tamtych czasach na terenie dzisiejszego Gdańska i Gdyni. Wczesnośredniowieczny gród w Sopocie był zamieszkiwany do X w. Zachowały się po nim ziemne wały , obronna fosa, grodowy majdan oraz wiele archeologicznych wykopalisk.

Około 1186 r.

Książe Pomorski Sambor I wyposażył nowo powstały klasztor cystersów w Oliwie w osady Stawowo i Gręzowo, leżące w granicach dzisiejszego Sopotu.

1212 – 1214 r.

Książe Mściwój I wyposażył klasztor żukowskich Norbertanek w osadę Świemirowo.

1283r.

Książe Pomorski Mściwój II, w zamian za ziemie utracone pod Gniewem na rzecz Zakonu Krzyżackiego, przekazał oliwskim cystersom 16 wsi, a wśród nich Sopot i Brodwino Żukowskie norbertanki, drogą wymiany dóbr, pozbyły się Świermirowa na rzecz cystersów z Oliwy.

1551r.

Bogaci gdańscy kupcy rozpoczęli proces wydzierżawiania od cystersów z Oliwy gruntów sopockiej wsi i wznoszenia na nich wystawnych rezydencji wypoczynkowych, zwanych dworami. W ciągu kilkudziesięciu lat uboga, klasztorna wieś chłopska, zmieniła się w wieś letniskową gdańskiego patrycjatu. Obok funkcji wypoczynkowych sopockie dwory pełniły również rolę ośrodków życia towarzyskiego i kulturalnego.

1660 r.

W sopockich dworach stacjonowały państwowe delegacje na rokowania pokojowe w Oliwie, po zakończeniu wojen ze Szwedami. Dwór w Karlikowie gościł polskiego króla Jana Kazimierza wraz z żoną Ludwiką Marią Gonzagą.

1714 r.

Królewski geometra Johannes Casparus Schirschmit sporządza na zamówienie sopockich posesorów , szczegółowy plan Sopotu i okolic.

1734 r.

Podczas wojny sukcesyjnej o koronę polską, pomiędzy zwolennikami Stanisława Leszczyńskiego i Augusta III, wojska rosyjskie oblegające Gdańsk spaliły (13 maja) wszystkie sopockie dwory. W kilka lat po pożarze odbudowano jedynie niektóre z nich i w skromniejszej postaci niż przed wojną.

1756 – 1760 r.

Większość sopockich ziem (8 dawnych dworów) przejmujął polski magnat, generał Józef Przependowski. Na Dworze Francuskim gospodaruje Joachim Deptowski, na Dworze Duńskim gdańszczanin Gotfryd Dehn, a w Karlikowie — Ludwig Gralatth. Sołtys Henryk Killer administrował skromną osadą rybacką nad brzegiem morza.

1772 r.

Po pierwszym rozbiorze Polski Sopot przyłączono do Prus. Administracja pruska sporządziła szczegółowy spis sopockich mieszkańców i żywego inwentarza. Teren dzisiejszego Sopotu zamieszkiwało wówczas 301 osób.

1774 r.

Skonfiskowany oliwskim cystersom majątek Stawowe, nabył gdański przedsiębiorca Muller i zbudował na jego terenie przydrożną oberżę.

Hrabia Kajetan Sierakowski z Waplewa (w pow. sztumskim), kupił od spadkobierców Piotra Killera grunty dawnego Dworu Sołeckiego i po czterech latach zamienił je z właścicielką Dworu Francuskiego na zabudowaną parcelę na skraju Skarpy Sopockiej. Na tej parceli zbu­dował zachowany do dziś klasycystyczny dwór letniskowy oraz założył park.

1804 r.

Dobra Przependowskich przejmujął gdańszczanin Karol Krzysztof Wegner. W centrum wsi wzniósł kolejny dwór, a obok niego urządził okazały Park Wiejski z siedmioma stawami na Potoku Środkowym.

Podczas oblężenia Gdańska bronionego przez Francuzów, stacjonowały w Sopocie wojska kozackie, które dopuściły się grabieży na miejscowej ludności.

Kajetan Sierakowski, sprzedał swą letnią rezydencję gdańskiemu kupcowi i bankierowi Danie­lowi Gotthelfowi Frantziusowi. We wsi stało wtedy 20 budynków mieszkalnych, w tym 4 bar­dziej okazałe.

1819 r.

Pierwsze próby uruchomienia kąpieliska morskiego w Sopocie, inspirowane działalnością (od 1808 r.) pobliskiego kąpieliska w Brzeźnie. Karol Krzysztof Wegner, właściciel największego sopockiego majątku, wzniósł na miejscu dzisiejszego Grand Hotelu skromny, drewniany bu­dynek kąpielowy z dwiema wannami i kotłem do podgrzewania morskiej wody oraz drewniana przebieralnię dla kąpiących się w morzu. W następnym roku zakład ten obsłużył 87 kuracju­szy, a po dwóch dalszych latach — 167. Władze pruskie przystąpiły do modernizacji głównej drogi prowadzącej przez Sopot z Gdańska do Berlina oraz wzniosły przy tej drodze między­wyznaniową szkołę.

1823 r.

Jan Jerzy Haffner z Colmaru, były lekarz armii napoleońskiej, osiadły w Gdańsku w 1808 r., wzniósł na uzyskanym od pruskiego ministerstwa skarbu nadmorskim terenie, murowany bu­dynek zakładu ciepłych kąpieli z 6 wannami oraz urządził wokół Królewskie Planty. Przy uj­ściu potoku Elizy (dziś Potok Haffnera) ustawił drewniane przebieralnie dla pań kąpiących się w morzu, a przy ujściu Potoku Kuźniczego — podobne przebieralnie dla panów. Wzdłuż Skar­py Sopockiej, na gruntach należących do dawnego Dworu Francuskiego, Meyerholdowie urządzają dostępny dla publiczności park, zwany Laskiem. W dawnym Dworze Hiszpańskim urządzono stację pocztową. Wydano pierwszy przewodnik po sopockim uzdrowisku, z za­twierdzonym przez władze regulaminem dla kąpieliskowych gości.

Rysunek 7 Jan Jerzy Haffner – portret

 

Źródło: Sopot Kronika XX wieku, s. 52

1824 r.

Obok Zakładu Kąpielowego powstał pierwszy Dom Zdrojowy.

1826 – 1827 r.

Ukazał się tygodnik Kallisto – gazeta kąpielisk Sopotu i Brzeźna. Zbudowano drewniany po­most spacerowy o długości 41 m, ustawiony na słupach wbitych w dno zatoki. Sopot liczący 570 stałych mieszkańców, obsłużył w ciągu sezonu 450 kuracjuszy.

1830 r.

Umiera Jan Jerzy Haffner. Jego spadkobiercy rozbudowali dom Zdrojowy o taras wsparty na 12 kolumnach i pokoje gościnne na poddaszu. Gdański geometra Schaper sporządził dokład­ny plan sopockiej wsi.

1842 r.

Przesunięto na rolkach (o 50 m na południe) murowany budynek Zakładu Kąpielowego, po czym rozbudowano Dom Zdrojowy o salę teatralną, taras widokowy od strony morza i ko­lumnowy ganek. Na miejscu dawnych przebieralni wybudowano Łazienki Południowe (dla pań) oraz Łazienki Północne (dla panów) z pomostami kąpielowymi i drewnianymi osłonami wprowadzonymi w morze. Wydano dwa obszerne przewodniki turystyczne po Sopocie

Fot. 6 Widok z lotu ptaka na Łazienki Południowe i pomsty kąpielowe

Źródło: Dawny Sopot, s. 93

w Sopocie istniało już 154 domów, zamieszkanych przez 930 stałych mieszkańców. W ciągu sezonu przebywało w kurorcie 1000 kuracjuszy. Zbliżony do tego stan utrzymywał się przez dalsze dwudziestopięciolecie.

1870 r.

Nastąpiło uruchomienie linii kolejowej z Gdańska do Koszalina. Zbudowa pierwsze sopockie kościoły: neogotyckiej kaplicy dla katolików i kościółka protestanckiego w Parku Południo­wym. Następuje początek intensywnego rozwoju letniskowej osady i przekształcania jej w modne kąpielisko o charakterze miejskim.

1872 r.

Uruchomiono sieć wodociągową ze zbiornikiem u źródeł Potoku Kuźniczego.

1874 r.

Utworzono urząd gminny w Sopocie. Przyłączono do Sopotu: Karlikowo, Świemirowo i Sta- wowia. W wyniku tego przyłączenia liczba stałych mieszkańców Sopotu wzrosła z 2139 do 2834. Zbudowano nowy zakład ciepłych kąpieli z 26 wannami i pokojami zabiegowymi. Roz­budowano Łazieneki. Uruchomiono nowy zespół łazienek damskich przy ujściu Potoku Babi- dolskiego.

1877 r.

Władze gminy kupiły od spadkobierców Haffnera przedsiębiorstwo uzdrowiskowe. Zabudo­wa Dolnego Sopotu sięgnęła pod Skarpę. Wydano pierwszy przewodnik turystyczny po so­pockich lasach stanowiących spacerowe zaplecze uzdrowiska.

1880 r.

Zbudowano nowy, drewniany Dom Zdrojowy. Urządzono Skwer Kuracyjny, obramowany od strony morza galeriami spacerowymi i narożnymi pawilonami. Wydłużeno pomost spacerowey do 94 m i wyposażono go w prostokątną platformę z przystanią dla statków. Otwarto hotel Victoria w Górnym Sopocie.

1885 r.

Uruchomiono pierwszą sopocką gazownię.

1887 r.

Sopot liczył już4800 stałych mieszkańców i obsługiwał w ciągu sezonu 5280 kuracjuszy. Za­budowę stanowiło 573 budynki mieszkalnych, z których 148 stanowiły domy letnie, nieza- mieszkane w okresie zimowym. Ukazał się kolejny przewodnik turystyczny po Sopocie, autor­stwa miejscowej pisarki Elisy Puttner.

Przy ulicy Haffnera (dziś Sobieskiego) 35 powstało Sanatorium Bałtyckie.

Fot. 7 Sanatorium Bałtyckie

Źródło: Sopot Kronika XX wieku, s. 49

Budowa hotelu Werminghoffa u zbiegu ulic Morskiej i Południowej. Otwarto pierwsze korty tenisowe w sąsiedztwie Parku Północnego. Uruchomiono elektrownię. Ukazał się pierwszy numer Sopockiej Gazetki Kąpielowej, wydawanej trzy razy w tygodniu do 1902 r.

Otwarto pola wyścigów konnych w Karlikowie.

1900 – 1901 r.

Budowa protestanckiego Kościoła Zbawienia (Dziś Katolicki Kościół Garnizonowy) na Wzgórzu Morskim. Rada gminy wszczęła starania o nadanie praw miejskich Sopotowi. Dekret cesarski z 8 października 1901 r. uruchomił procedurę przekształcenia administracji w miejskie struktury. Sopot liczył już 10 000 stałych mieszkańców i obsługiwał w ciągu roku 12 500 kura­cjuszy.

1902 r.

1 kwietna nastąpiła uroczystość nadania praw miejskich Sopotowi. Powołano burmistrza i zarząd miasta. Rozpoczęcie budowy kościoła katolickiego p.w. NMP Gwiazdy Morza.

Fot. 8 Kościół p.w. NMP Gwiazdy Morza (stan obecny)

Źródło: Zbiory własne autorki

Otwarto nowy Zakład Wodoleczniczy.

1905 r.

Wydano monografię Chronik der Seebad Zoppot (historia Sopotu), autorstwa gdańskiego historyka Fritza Schultza.

Fot. 9 Strona tytułowa Kroniki Miasta Sopotu

Źródło: Sopot Kronika XX wieku, s. 28

Budowa Łazienek Południowych

Otwarcie pierwszego toru saneczkowego na stoku Wzgórza Trzech Gracji.

Otwarcie neobarokowego hotelu Metropol przy ulicy Morskiej (dzisiejsza Bohaterów Monte Casino). Pierwsze przedstawienie w nowo urządzonej Operze Leśnej. Rozbiórka drewnianego Domu Zdrojowego.

– 1912 r.

Budowa nowego Domu Zdrojowego wyposażonego w salę teatralną, sale dancingowe, restau­racje, czytelnie, winiarnie, pokoje hotelowe i tarasy widokowe. Wydłużenie mola do 315 m. otwarcie kolejnych tortów tenisowych i nowej siedziby klubu tenisowego. Budowa nowego ratusza. Otwarcie strzelnicy mieszczańskiej oraz nowego toru saneczkowego w sąsiedztwie Opery Leśnej

 

Źródło: Dawny Sopot, s. 12     Źródło: Zbiory własne autorki

1914 r.

Sopot liczył 17 000 mieszkańców stałych i obsłużył 20 100 kąpieliskowych gości. Wybuchła pierwsza wojna światowa.

W jednej z sal Domu Zdrojowego otwarto sopockie kasyno gry.

Na mocy Traktatu Wersalskiego Sopot wszedł (na prawach powiatu) w skład Wolnego Miasta Gdańska.

Uruchomiono coroczne Festiwale Wagnerowskie w Operze Leśnej.

Rozbudowano południowe skrzydło Domu Zdrojowego na siedzibę kasyna. Uroczyste ob­chody setnej rocznicy powstania kąpieliska morskiego w Sopocie. Rozpoczęto budowę Sta­dionu Stulecia w Dolinie Owczej.

Oddanie do użytku Stadionu Stulecia. Liczba stałych mieszkańców Sopotu przekracza 25 000 i utrzymuje się na tym poziomie aż do 1939 r.

Otwarto monumentalny Hotel Kasyno, zwany dziś Grand Hotelem.

Fot. 12 Grand Hotel w Sopocie

 

 

 

 

 

Źródło: Zbiory własne autorki

Rozbudowano molo do dzisiejszych rozmiarów (645 m).

Zamknięto Skwer Kuracyjny półkolistymi kolumnami spacerowymi.

1939 r.

Wybuch drugiej wojny światowej. Zagłada lub wypędzenie ludności żydowskiej i znaczącej części mieszkańców polskiego pochodzenia.

Wkroczenie wojsk radzieckich do Sopotu (23 marca). Spalano centrum uzdrowiska z Domem Kuracyjnym, Kasynem Gry, Hotelem Metropol i hotelem Werminghoffa. W całym Sopocie zniszczono w wyniku działań wojennych 135 budynków (10% zabudowy). Napływ osadników połączony z wysiedlaniem ludności niemieckiej. Umieszczenie w sopockim ratuszu siedziby urzędu wojewódzkiego i delegatury rządu do spraw odbudowy Wybrzeża. Powołanie nowego zarządu miejskiego, utworzenie Filharmonii Bałtyckiej, Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych, Insty­tutu Muzycznego.

Przeniesienie siedziby urzędu wojewódzkiego do Gdańska

Otwarto Targi Gdańskie w drewnianych pawilonach wzniesionych na części przyziemia daw­nego domu Zdrojowego.

Pierwszy Festiwal Sztuk Plastycznych w Sopocie.

1950 r.

Sopot liczy 36 700 stałych mieszkańców – 2 200 spośród nich żyło tu również przed wojną.

Uruchomienie elektrycznej kolei miejskiej łączącej Sopot z Gdańskiem, a w roku następnym również z Gdynią.

1956 r.

Przeniesienie Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych do Gdańska.

1956 r.

Odbył się (pierwszy w Polsce) Międzynarodowy Festiwal Muzyki Jazzowej.

1961 r.

Pierwszy Międzynarodowy Festiwal Piosenki w operze Leśnej.

1971 – 1975 r.

Oddanie do użytku żelbetowych Łazienek Północnych. Wzniesienie kompleksu budynków sanatoryjno — hotelowych przy ulicy Bitwy pod Płowcami (Sanatorium Helios)

Wydano pierwszy numer Rocznika Sopockiego, stanowiącego do dziś jedno z podstawowych źródeł wiedzy o dziejach, życiu kulturalnym i współczesnych problemach miasta.

Sopot osiąga największą w swoich dziejach liczbę (54 000) stałych mieszkańców.

1979 r.

Urzędowe uznanie Sopotu za urbanistyczny zespół zabytkowy i poddanie go ochronie pań­stwowych służb konserwatorskich.

1991 r.

Rozpoczęto wydawanie Tygodnika Sopot, przeobrażonego po dwóch latach w Gazetę Miasta Sopot, ukazującą się raz w tygodniu.

1995 r.

Rozbudowa Łazienek Południowych i przekształcenie ich w zespół restauracyjno — hotelowy.

1997 r.

Uruchomienie ujęcia leczniczych wód solankowych. Prace związane z ustanowieniem Sopotu uzdrowiskiem.

19 luty 1999 r

Ukazanie się w Dz. U. Nr 10 poz. 94 informacji o tym, że od dnia 5 lutego 1999 Miasto Sopot oficjalnie uzyskuje Status Uzdrowiska.

Na północ od imperium rzymskiego. Kultura przeworska od II w. p.n.e. do V w. n .e.

dotyczyła głównie problematyki kultury przeworskiej, która na terenach naszego kraju istniała przez 700 lat. Była ona jedną z najciekawszych cywilizacji w historii Polski. Rozwijała się na południowej części kraju, w dużej mierze także na terenach dzisiejszego Śląska. Ważne jest to, że ludzie kultury przeworskiej ściśle związani byli z plemionami Lugiów i Wandali. Co za tym idzie badania przeprowadzone nad ta cywilizacją dostarczyły bardzo ciekawych znalezisk z terenów ówczesnego Cesarstwa Rzymskiego.

Na wystawie zaprezentowano 445 zabytków. Pośród nich znajdowały się naczynia gliniane, przedmioty metalowe z brązu i żelaza oraz monety. Ponadto pokazane zostały przedmioty użytku codziennego takie, jak: zapinki, klamry, sprzączki, okucia pasków, szpile, bransolety. Poza tym na wystawie zaprezentowana została broń w postaci mieczy, grotów, włóczni, oszczepów, strzał do łuku i innych. Pokazano, także przedmioty użytku domowego takie jak noże, szydła, nożyce, igły.

Większość zaprezentowanych zbiorów pochodziła z kolekcji własnej Muzeum w Gliwicach, reszta eksponatów została pokazana dzięki uprzejmości prywatnych kolekcjonerów. [1]

Kolejna z wystaw pokazywała regiony Gliwic w nieco inny sposób, typowy raczej dla galerii niż dla muzeum. Zwiedzający

dzięki niej mogli bliżej przyjrzeć się rzeczywistości, która otacza ich na co dzień. Wskutek tej ekspozycji osoby odwiedzające wystawę miały okazję z nieco innej strony spojrzeć na świat, który je otacza. Z drugiej strony wystawa zorganizowana w Zamku Piastowskim unaoczniła ludziom, że wszystko to co istnieje wokół nas jest „żywą historią” regionu. Pomogła im zauważyć to czego w codziennym „biegu” nie widzą, mianowicie piękno śląskiego krajobrazu, jego specyfikę i swoisty urok. Ekspozycja pt. „Bronisław Krawczuk-malarstwo” nauczyła ludzi szacunku dla przeszłości regionu śląskiego, pozwoliła zrozumieć, że historia to nie tylko czasy królów i rycerzy, ale także wybudowane 100 lat temu „familoki”, stare kopalnie, na które już nikt nie zwraca uwagi, a nawet starsi ludzie, którzy do dziś noszą w sercu piękne śląskie tradycje…

Autorem scenariusza oraz komisarzem wystawy, która odbyła się ona pod mecenatem Działu Etnografii w dniach od 16 kwietnia do 15 lipca roku 1997, była Pani mgr Bożena Kubit. Ona także wraz z Marcinem Gołaszewskim zajęła się oprawą plastyczną.

W czasie trwania wystawy zobaczyły ją 1032 osoby.[2]

Bronisław Krawczuk, któremu poświęcona była kolejna wystawa pochodził z Panasówki na Podolu, z której po wyjeździe w 1957 roku osiedlił się na stałe w Gliwicach. Tutaj także zaczął malować, a malarstwo stało się dla niego sposobem na oswojenie się ze śląską ziemią. Twórczość Bronisława Krawczuka była odzwierciedleniem jego miłości do ziemi śląskiej, jego dzieła przedstawiały najbardziej charakterystyczne śląskie krajobrazy. Twórczość Krawczuka była doceniana nie tylko w Polsce, a także zagranicą. Jego obrazy otrzymywały wiele nagród i wyróżnień, a jego biogramy zalazły się w licznych encyklopediach sztuki.

Wystawa zorganizowana przez Bożenę Kubit, była hołdem oddanym zmarłemu w 1995 roku Bronisławowi Krawczukowi. Wystawione zostały 44 prace, pochodzące z różnych okresów
jego twórczości od lat 60-tych do roku 1995. Przedstawiono pierwsze obrazy, namalowane przez Krawczuka zaraz po przyjeździe na Śląsk, a także te które zostały stworzone tuż przed śmiercią artysty. Zaprezentowane zostały charakterystyczne dla Krawczuka pejzaże tworzone w cyklu „wiosna-lato-jesień-zima”. Charakterystyczną częścią wystawy były duże obrazy patriotyczne, stanowiące ważną część w twórczości Krawczuka. Wśród nich godne zauważenia są „Pieta Śląska”, obraz poświęcony pamięci górników, poległych podczas pamiętnych wydarzeń w katowickiej kopalni, oraz powstały w 1994 roku tryptyk „Ks. Popiełuszko”. Warte podkreślenia jest to, że obraz ten otrzymał pierwszą nagrodę na katowickim przeglądzie ”Talent-Pasja-Intuicja” w 1994 roku. Tryptyk ten był ostatnim dziełem wykonanym przez artystę. Prace zaprezentowane zostały dzięki uprzejmości Muzeum Miejskiego w Zabrzu, Muzeum Górnośląskiemu w Bytomiu, które udostępniły prace artysty.

Następna wystawa, godna zauważenia, to ekspozycja przygotowana przez dział historii Muzeum w Gliwicach. Zwróciła ona uwagę, ponieważ niewiele z wystaw zorganizowanych przez gliwickie muzeum ukazało szeroki sposób tak wąski fragment historii.

[1]E. Piotrowska-Andruszków, E. Dębowska, K. Goczał, B. Kubit, A. Kwiecień, J. Wnuk, H. Wojciechowska, „Wystawy Muzeum w Gliwicach w latach 1997 i 1998”, [w] Rocznik Muzeum w Gliwicach tom XIV,

Gliwice 1999, s. 310

[2] Tamże, s. 312

Ślady kultury łużyckiej na Śląsku

Jak już wcześniej wspominałem w 1995 roku zbadano 20 grobów. Były to pochówki ludzi dorosłych oraz dzieci. Ciała ludzkie ułożone były bardzo płytko pod warstwą runa leśnego. Badane groby szkieletowe posiadały, duże prostokątne lub owalne jamy, usytuowane na linii północ-południe. Mogiły miały zabarwienie ciemno brunatne z ciemnymi plamami w miejscu, gdzie spoczywał szkielet. Zęby, fragmenty czaszki oraz kości, zachowały się jedynie w grobach wyposażonych w przedmioty z brązu, które wpływają konserwująco na szczątki kostne. Jamy grobowe osób dorosłych różniły się od dziecięcych wymiarami. Pierwsze dochodziły do długości 280 cm, a drugie do 190 cm W trakcie badań stwierdzono, że zmarłego składano bezpośrednio do dołu wykopanego w ziemi, czasami stosowano podkłady drewniane pod ozdoby. Stwierdzono, że na powierzchni grobów układano dwa rodzaje nagrobków. W pierwszym przypadku na uklepanej ziemi ustawiano naczynia: wazy, garnki, misy itp.

Na pozostałych mogiłach układano bruk z granitu. Zmarłego złożonego w grobie wyposażano go w gliniane naczynia, ozdoby z brązu, ołowiu oraz żelaza. W niektórych nagrobkach nie stwierdzono żadnego inwentarza. Zaobserwowano, że naczynia ustawiano w północnej części grobu, za głową zmarłego. W kilku grobach znaleziono wyposażenie ustawione także po przeciwległej stronie grobu. W skład naczyń układanych w grobach wchodziły: misy, czerpaki, czarki ustawione obok siebie lub jedno w drugim. W wyposażeniu grobu stwierdzono również dużą ilość ozdób wykonanych z brązu, żelaza, rzadziej z ołowiu. Były to naszyjniki, szpile, bransolety itp. Przy niektórych grobach odkryto paleniska, w których były węgle i przepalone kamienie. Były to ślady po ogniskach palonych podczas obrzędów pogrzebowych[1].

W trakcie badań w 1995 roku odkryto dwa groby w obrządku ciałopalnym. Należały one do mogił jamowych. W wypalenisku oprócz spalonych kości odkryto przepalone ozdoby żelazne oraz naczynia.

Cmentarzysko w Świbiu wyróżnia się bogactwem przedmiotów odkrytych głównie w grobach szkieletowych. Najliczniejszy zespół tworzą naczynia, zwłaszcza garnki. Druga dużą grupę znalezisk stanowią misy. Poza tym w grobach znaleziono inne naczynia, spośród których należy tutaj wymienić: miniaturowe wazy, znalezione w grobach dziecięcych, naczynia malowane, głównie rdzawo-kolorowe, misy z płaskim dnem oraz naczynia piętrowe, złożone z dwóch czarek o dwustożkowych brzuścach. Naczynia użytkowe to jednak nie wszystko co znaleziono w grobowcach cmentarzyska w Świbiu, dzięki tym wykopaliskom muzeum wzbogaciło się o cenną kolekcję ozdób z okresu kultury łużyckiej. Wydobyte przedmioty w większości zostały zrobione z brązu, oaz żelaza. Spośród nich należy wymienić zawieszki skroniowe. Z pozostałych ozdób jakie znaleziono na cmentarzysku, należy wymienić: naszyjniki wykonane z brązowego, płaskiego pręta oraz ołowiane ozdoby głowy. Do ciekawych egzemplarzy jakie wydobyto na uwagę zasługują żelazne bransolety. Podczas penetracji wydobyto dwa rodzaje tychże ozdób: otwarte i z końcami zagiętymi do środka. Obydwa ich rodzaje wykonane zostały pręta o owalnym lub półokrągłym przekroju[2].

Na podstawie wydobytych eksponatów archeolodzy dowiedzieli się wiele na temat kultury łużyckiej, znalezione eksponaty nie tylko znacząco wzbogaciły kolekcję muzeum, ale także pozwoliły zebrać wiele cennych informacji na temat historii Gliwic i okolic[3].

Swój udział w upowszechnianiu zagadnień archeologicznych dział zaznaczał także przez pracę propagandową wokół eksponowanych wystaw i prac wykopaliskowych, lekcje muzealne, wygłaszanie odczytów i pogadanek, współpracę z prasą, radiem i telewizja oraz organizacjami społecznymi. Tematyką odczytów i pogadanek związana była zazwyczaj z aktualnymi ekspozycjami i pracami terenowymi. Jednak najczęściej przewijały się tematy związane z pradziejami Śląska, a w szczególności z terenem Gliwic i okolic. Głównym odbiorcom zagadnień popularyzowanych przez dział była młodzież, która stanowi zasadniczy trzon zwiedzających. Innym typem akcji popularyzacji zagadnień prehistorycznych była praca ze szkolnymi kołami przyjaciół muzeum. W tym wypadku młodzież wykonywała różne prace przy zbiorach, uczestniczyła wykopaliskach, zwiedzała stanowiska z różnych okresów i kultur, a także zapoznawała się z fachową literaturą.

[1] Halina Wojciechowska, Wyniki badań na cmentarzysku kultury łużyckiej z okresu halsztyckiego w Świbiu, woj. katowickie,[w] Rocznik Muzeum w Gliwicach t.VI, , s.219-222

[2] Tamże, s.222-228

[3] Tamże, s. 229-230

Historyczne podłoże konfliktów zbrojnych w Afryce

[dzisiaj rozdział pracy licencjackiej na bardzo interesujący temat – Afrykańskie konflikty zbrojne]

Afryka, w starożytności Afryka Północna, była terenem najstarszych cywilizacji i organizmów państwowych. Afryka to kontynent, który położony jest po obu stronach równika. Od Europy oddzielona jest ona Morzem Śródziemnym (najmniejsza odległość w Cieśninie Gibraltarskiej 14 km), od Azji — Kanałem Sueskim i Morzem Czerwonym. Zachodnie wybrzeża Afryki oblewa Ocean Atlantycki, wschodnie — Ocean Indyjski. Skrajnymi punktami kontynentu są przylądki: Ras al-Ghiran na północy, Igielny na południu, Almadi na zachodzie i Hafun na wschodnim krańcu. Największa rozciągłość południkowa Afryki wynosi ok. 8000 km, równoleżnikowa — ok. 7500 km. Pod względem wielkości Afryka ma powierzchnię 30,3 mln km 2 i jest drugim, po Eurazji, kontynentem Ziemi. [Nowa encyklopedia powszechna PWN, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa, 2004]

Od połowy XV w. rozpoczęła się epoka europejskiej ekspansji w Afryce, którą zapoczątkowali Portugalczycy. W XVI w. zajęli oni wybrzeża królestwa Kongo oraz wybrzeża Afryki Wschodniej na terenie Mozambiku aż do Etiopii, a następnie utworzyli kolonie w Angoli i Mozambiku. Na początku XVII w. Anglicy podjęli penetrację Złotego Wybrzeża (ob. Ghana), a Francuzi osiedlili się u ujścia rzeki Senegal. W 1652 holenderska Zjednoczona Kompania Wschodnioindyjska założona w Afryce Południowej kolonię Kapsztad. Już w początku XVI w. zaczęto wywozić afrykańskich niewolników do Ameryki Południowej (później także Północnej) i basenu M. Karaibskiego. Handel niewolnikami był jednym z głównych magnesów przyciągających Europejczyków do Afryki. Według szacunkowych obliczeń kosztował on Afrykę ok. 100 mln ofiar, powodując dalekosiężne skutki dla afrykańskiej gospodarki, trwające do czasów współczesnych. Właściwy podbój kolonialny Afryki rozpoczął się dopiero w XIX w. Największymi mocarstwami kolonialnymi stały się W. Brytania i Francja. Od pierwszej połowy XIX w. Francuzi dążyli do opanowania terenów obecnej Algierii, Tunezji i Maroka, a Anglicy — Egiptu, co przyniosło rezultaty w roku 1847 (Algieria), 1881 (Tunezja) i 1910 (Maroko) oraz 1882 (W. Brytania narzuciła nieformalny protektorat Egiptowi).

Wcześniej, na przełomie XVIII i XIX w. W. Brytania opanowała Gambię, Sierra Leone i część obecnej Ghany (Złote Wybrzeże), a w 1806 roku zamieszkany przez Burów Kraj Przylądkowy w Afryce Południowej, który przekształciła w Kolonię Przylądkową. Od tego momentu zarysował się konflikt między W. Brytanią i Burami, którzy nie uznając brytyjskiej supremacji i zniesienia niewolnictwa (1834), opuścili Kolonię Przylądkową i udali się na Wielką Wędrówkę (Wielki Trek), aby w latach 1835–48 opanować obszary na pn. od rzeki Vaal i Oranje. Po krwawych walkach z ludami Bantu utworzyli 3 republiki: Natalię (1838), Transwal (w 1848, od 1856 roku Republikę Południowoafrykańską) i Wolne Państwo Orania (1854). W 1843 roku Natalia została zajęta zbrojnie przez W. Brytanię, która w 1852 roku uznała Transwal, a w 1854 roku Wolne Państwo Orania. Rywalizacja między Wielką Brytanią i Burami doprowadziła do I wojny angielsko-burskiej (1881), zakończonej porażką Anglików, a następnie II wojny (1899–1902), której wynikiem był podbój obu republik przez Wielką Brytanię. W Afryce Zachodniej Brytyjczycy ustanowili protektorat nad Lagosem (1851), wybrzeżem obecnej Nigerii, nazywanym Oil Rivers (1885) i północną Nigerią (1900) oraz opanowali po krwawych wojnach z Aszantami całe Złote Wybrzeże, w Afryce Wschodniej zaś w 1884 roku zajęli północną część obecnej Somalii, nazwaną Somali Brytyjskie, w 1894 roku narzucili protektorat Bugandzie, a w 1895 roku ogłosili wybrzeże obecnej Kenii Protektoratem Wschodnioafrykańskim. W Afryce Południowej podporządkowali sobie: 1886 Basuto (ob. Lesotho), 1889 Beczuanę (ob. Botswana), a 1903 Suazi, 1890–1900 zaś Rodezję Pd. (ob. Zimbabwe), Niasę (ob. Malawi) i Rodezję Pn. (ob. Zambia). [Tamże]

Kolonializm wycisnął piętno na Afryce, a jego skutki są widoczne do czasów współczesnych. Najstarsze, a zarazem najbardziej trwałe imperium kolonialne stworzyli Portugalczycy, którzy jeszcze w końcu XV w. podjęli podbój afrykańskich wybrzeży Oceanu Atlantyckiego i Indyjskiego. Rozpadło się ono dopiero w latach 70. XX wieku. O wiele większe imperia stworzyli Brytyjczycy i Francuzi, ale trwały one znacznie krócej — od końca XIX wieku do 2. połowy XX wieku Systemy kolonialne W. Brytanii, Francji, Belgii, Portugalii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec miały wiele specyficznych cech, ale wspólną cechą było panowanie i utrzymywanie w zależności politycznych, gospodarczych i kulturowych krajów afrykańskich w celu zapewnienia sobie korzyści ekonomicznych przez eksploatację i wyzysk miejscowej ludności oraz bogactw naturalnych i płodów rolnych Afryki. Podbite terytoria dostarczały bowiem metropoliom surowców mineralnych i rolnych, a same były odbiorcami produktów wytwarzanych przez przemysł państw kolonizatorskich. Obszary kolonialne stały się też terenem ekspansji europejskich wzorców kulturowych i systemów wartości oraz działalności misyjnej Kościołów chrześcijańskich, która odbywała się pod hasłem cywilizacyjnej misji Europy na Czarnym Lądzie.

Wielkim trudnościom gospodarczym i politycznym towarzyszą w Afryce skomplikowane problemy społeczne, które są związane ze specyficzną „rewolucją narodowo- i klasotwórczą” oraz burzliwą urbanizacją. W ich toku rodzą się dopiero narody afrykańskie oraz zwarte klasy społeczne, a proces ten obfituje w wiele konfliktów i antagonizmów. [Tamże]

Procesy, które od początku lat dziewięćdziesiątych występowały na kontynencie afrykańskim, z jednej strony odzwierciedlały przemiany, będące wynikiem ewolucji sytuacji w samej Afryce, z drugiej – warunkowane były zmianami zachodzącymi w skali światowej po zburzeniu zimnowojennego ładu i stworzeniu przesłanek nowej architektury środowiska międzynarodowego. Na tym tle kształtowały się lokalne sprzeczności, ujawniały wyzwania i zagrożenia dla stabilności regionalnej, a także wypracowywane były koncepcje współpracy dla rozwoju państw regionu. Afryka w minionej dekadzie była areną krwawych konfliktów, które pociągnęły za sobą setki tysięcy istnień ludzkich (Burundi, Rwanda, Zair/Demokratyczna Republika Konga, Etiopia, Erytrea, Sudan i inne), ale także wydarzeń budzących nadzieję na trwały pokój oraz rozwój społeczno-gospodarczy. [Milewski J. J., Lizak W., 2002]

Święta inkwizycja w Polsce

Polskie polowanie na czarownice zaczęło nabierać dynamiki pod koniec XVII wieku. Powodem takiego stanu rzeczy był między innymi zanik tolerancji, jaką cieszyły się inne wyznania w dobie „złotego wieku”. Walki wyznaniowe w Polsce miały niewątpliwy wpływ na nasilenie się częstotliwości rozpatrywanych procesów o czary. Zarzuty takie wysuwano często pod adresem przeciwników religijnych. Wydaje się, że była to broń obosieczna i zarzuty padały z każdej strony. Janusz Tazbir twierdzi, że oskarżenia takie rzucano na katolików, gdy w ofensywie było stronnictwo protestanckie, a odwrotnie działo się, gdy prądy kontrreformacyjne rekatolizowały kraj. Najgorliwsi na polu walk religijnych jezuici byli także autorami traktatów skierowanym przeciwko czarom. W Polsce na tym polu najbardziej cenione były prace Martina Del Rio oraz Wojciecha Tylkowskiego. Traktat tego pierwszego był na tyle przekonywujący, że wykorzystywany był przez samych protestantów, którzy chociaż niechętni Katolikom, podzielali ich entuzjazm w zwalczaniu „sług szatana”.

W pierwszej połowie XVII wieku w Wielkopolsce oraz na Pomorzu coraz częściej zdarzały się te procesy, a w Małopolsce odnotowujemy pierwsze takie przypadki. Arenami tych spraw były nie tylko większe miasta, lecz teren całej zachodniej Małopolski. W tym okresie podczas rozpraw pojawiały się zeznania dotyczące lotów, sabatów i paktów świadczące o rozpowszechnieniu na terenie Polski diabelskiej teorii czarów. Nie oznaczało to zupełnego zniknięcia doktryny czarów niszczycielskich i miłosnych, które nadal pojawiały się w zeznaniach, lecz powstanie nowego, odrębnego przestępstwa.

Najczęściej doktryna zabobonów była włączana i sądzona jak przestępstwo czarów satanistycznych, niekiedy jednak gusła traktowane były jako łagodniejsza odmiana czarów, które karano rózgami i karami pieniężnymi. Zwłaszcza w prawie wiejskim współistniały oba typy przestępstwa. Również osoby krytykujące w latach późniejszych procesy o czary, żądały od sędziów rozróżniania „czarownic” od „zabobonnic” i domagały się łagodniejszego tych ostatnich traktowania.

Zwiększająca się liczba procesów była związana z rozpowszechnieniem się wyżej opisanej doktryny czarów satanistycznych. Znakomity na tym polu wpływ miała prowadzona w XVII wieku systematyczna akcja misyjna. W wyniku tego procesu uległy likwidacji „żywe” niekiedy ogniska pogańskiej wiary przodków. Akcja rekatolizacji w małym stopniu natrafiła na wpływy protestanckie na wsiach polskich i w głównej mierze spełniła zadania dechrystianizacji, wyrwania ludu z kręgów na wpół pogańskich wyobrażeń na temat mocy nadprzyrodzonych. Dużo miejsca w kazaniach poświęcono roli diabła, który musiał wypełnić lukę powstałą po wygnaniu z wyobrażeń ludowych duchów, zjaw i innych elementów folkloru słowiańskiego. Postać ta scaliła w sobie te wszystkie siły, które nie były związane z Trójcą świętą oraz pozostałymi świętymi.

Zmagania wyznaniowe miedzy szlachtą a duchowieństwem wpływały na wzrost ilości procesów czarownic również w sposób mniej bezpośredni. Pod wpływem takich procesów Reformacji jak rekwizycja dóbr kościelnych, zauważalny jest zanik skuteczności działań katolickich form opieki społecznej. W oczach Kościoła katolickiego drogą do zbawienia były uczynki miłosierne, a wśród nich także jałmużna, które musiały mieć swoich odbiorców – czyli ubogich. Protestanci ostro krytykowali średniowieczną doktrynę charytatywną; wspieranie biednych jałmużną nie było bowiem w ich mniemaniu otwieraniem sobie wrót niebieskich, lecz szkodliwą tolerancj ą dla społecznego pasożytnictwa. Zarówno Kalwin, jak i Luter nie uznawali ubóstwa jako cnoty i niezależnie od tego, kto miał jałmużnę otrzymać, potępiali takie postępowanie. Zmniejszenie skuteczności instytucji charytatywnych zaowocowało zwiększeniem liczby ubogich, w tym starych kobiet oraz zmianą społecznego do nich stosunku. Stara kobieta bez środków do życia, oraz bez oparcia w strukturze społecznej budziła niepokój, gdyż nie mając normalnych środków do życia mogła, w mniemaniu społecznym, w celu ułatwienia sobie egzystencji posługiwać się nadnatural­nymi sposobami. Osoba taka, żyjąca poza strukturą rodzinną, pozbawiona instytucjonalnych form opieki, egzystowała w zasadzie poza społecznością. Mogła ona łatwo paść ofiarą oskarżenia o czary i spełnić dla społeczności rolę „kozła ofiarnego”, który wziąłby na siebie winy za klęski spotykające populację danego ośrodka

Historycy podnoszą w dotychczasowych badaniach związek procesów o czary z walką klasową na wsi polskiej. Oskarżenia na tym tle mogły być rzeczywiście związane z konfliktami społecznymi, a procesy czarownic były traktowane jako broń obosieczna. Z jednej strony pan usuwał opornych i buntowniczych chłopów, a z drugiej środki magiczne, czy oskarżenie rzucone na żonę czy córkę dziedzica, były o wiele skuteczniejszym sposobem w walce ze znienawidzonym panem niż dotychczasowe, klasyczne środki. Paolo Lombardi twierdzi jednak, że wytworzenie postaci czarownicy nie mogło być konsekwencj ą napięć społeczno – politycznych. Biorąc po uwagę inne płaszczyzny prowadzenia sporów klasowych w Polsce, procesy o czary wydają się mieć niewielkie znaczenie. Formy oporu ludności wobec ucisku panów ziemskich czy administracji państwowej były zróżnicowane. Najbardziej znaczącą z nich było zbiegostwo do innych majątków. Bystroń twierdzi, że gdy warunki życia na wsiach były zbyt ciężkie, następowała tak szeroka fala migracji, że przybierała formy klęski gospodarczej. Chłopi najczęściej kryli się po lasach, uprawiali rozbój nictwo, bądź też szukali służby w mieście lub uciekali w kierunku Ukrainy, gdzie liczne swobody gospodarcze były dla nowych osadników bardzo nęcące. Chłopi mieli do dyspozycji także inne formy walki klasowej takie jak zbiorowe, solidarne odmowy pracy, skargi na starostów do sądu referendarskiego, a niekiedy nawet powstawały bunty i rozruchy. Szlachta natomiast posiadała szeroki wachlarz praw, które mogła stosować w celu przywrócenia zbiegów, bądź przywołania niezadowolonych do porządku. Innym sposobem panowania nad masami chłopskimi, była pomoc przy przeprowadzaniu oraz doraźne stosowanie jezuickich działań misyjnych. Kaznodzieje w kazaniach niejednokrotnie wskazywali na obowiązek posłuszeństwa wobec pana ziemskiego i surowo zakazywały przeciw niemu buntów. Mając tak rozległe i skuteczne możliwości wątpliwe wydaje się założenie, by do tego celu wykorzystywane były także procesy o czary. Nie można tego czynnika zupełnie wykluczyć i prowadząc dalsze, oparte już na materiale źródłowym badania, należy zwrócić na tą kwestię baczniejszą uwagę, pamiętając iż w każdej dzielnicy ówczesnej Rzeczypospolitej stosunki miedzy stanami układały się nieco inaczej.

Procesy o czary były zawsze wykorzystywane jako narzędzia walki o władzę, zarówno w skali makro – jak przy procesie Templariuszy – jak i w skali mikro – przy procesach wiejskich. Trafnie pod tym względem analizuje tą kwestię Jules Michelet w swojej pracy dotyczącej czarownic. Schemat polowania na czarownice z powodu słabej pozycji władców polskich nie był wykorzystywany jako środek w walce o wzmocnienie władzy monarszej. Natomiast wachlarz przywilejów, jakimi dysponowała szlachta, był na tyle szeroki, że często posługiwano się tym środkiem w walkach o wpływy na dworze.

W drugiej połowie XVII wieku przypadki procesów były powszechne na ziemiach całej Korony. Nasilenia się w tym okresie tych przypadków Bohdan Baranowski upatruje w zniszczeniach na niwie gospodarczej, jakie powstały po potopie szwedzkim, kryzysie gospodarki folwarczno – pańszczyźnianej oraz narastającej nietolerancji ówczesnych wobec innowierców, którymi byli także najeźdźcy.

Apogeum prześladowania czarownic w Polsce przypadło na ostanie ćwierćwiecze XVII i pierwsze XVIII wieku. Niemożliwe jest jednak wyznaczenie rejonu Polski, w którym były one najczęstsze. Sporadycznie tylko występowały na Lubelszczyźnie. Wszystkie pozostałe dzielnice zanotowały w tym okresie wzrost przypadków palenia „służebnic szatańskich”. W następnym dwudziestopięcioleciu procesy nadal były na porządku dziennym, jednakże na obszarach większych miast zanotowujemy gwałtowny spadek ich liczby. Przyczyn zaistniałego stanu rzeczy Bohdan Baranowski doszukuje się w przebudowie gospodarczej kraju oraz pierwszych oznakach zbliżającego się do Polski oświecenia.

W kolejnych latach osiemnastego stulecia procesy takie są coraz rzadsze. Jedynie w małych miasteczkach urzędnicy wykazują na tym polu aktywność. Na ziemiach Żmudzi akty palenia wiedźm zdarzały się od XVI wieku i do XVIII wieku przypadki takie były dość częste. Mimo iż znamiona przestępstwa różniły się tam od tych karanych na ziemiach polskich, to jednak przewód sądowy miał taki sam charakter jak w Koronie. Różnice polegały na tym, że na ziemiach żmudzkich jeszcze w siedemnastym wieku zachowały się dość silne elementy kultu przodków. Znamiona więc były podobne do tych jakie miało przestępstwo czarów rozpatrywane przed średniowiecznymi sądami duchownymi. Na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego przypadki takich procesów zdarzały się znacznie częściej i tylko w okolicach zamieszkałych przez ludność katolicką.

Powstanie procedury inkwizycyjnej w starożytnym Rzymie

Kolejnym warunkiem ważnym dla europejskich, a przez to również dla polskich procesów o czary był rozwój ustawodawstwa rzymskiego skierowanego przeciw czarom, heretykom i innowiercom oraz jego recepcja w dwunastowiecznej Europie. Rozwój tych regulacji, jak i późniejszej recepcji inspirowany był zarówno przez władze świeckie, jak i przez władze kościelne. Czynnikiem prawnym, który ukształtował średniowieczne, a później nowożytne procesowe prawo europejskie, były procedury sądownicze, które pod postacią cognitio extra ordinem zostały recypowane do systemu prawa Kościelnego w XII wieku.

Prawo karne przechodziło w Rzymie przez różne etapy rozwoju. Najstarszą zasadą było tak zwane legis actio, które polegało na tym, że jeden obywatel oskarżał drugiego przed pretorem. Urzędnik ten z listy sędziów wybierał osobę – był to judex bądź arbiter – który rozsądzał spór. Dowodów dla sprawy dostarczały obie strony procesowe, które później przez oratorów przedstawiały sędziemu sprawę. Proces szukania dowodów określany był terminem inąuisitio. Kolejnym stopniem rozwoju była tak zwana formula. Nazwa pochodzi stąd, że pretor sam wybierał formułę oskarżenia i przekazywał ją arbitrowi.

Kiedy republika zmieniła się w cesarstwo, nastąpiła także rewizja procedur penalnych. Ewolucja toczyła się równolegle do procesu centralizacji władzy przez cesarza. Teraz on wybierał urzędnika, który podejmował dochodzenie przeciw komuś z własnej inicjatywy. Robił to bez oskarżyciela prywatnego, sam zbierał dowody i sam wydawał wyrok. Był to proces nadzwyczajny, cognicio extraordinaria. W przeprowadzaniu inąuisitio, czyli poszukiwaniu dowodów, można było w pewnych przypadkach stosować tortury. Stosowane były one wobec niewolników, dopuszczano jednak uchylenie tej zasady i stosowanie ich na ludziach wolnych, ale tylko w przypadku oskarżenia o zdradę. W procesie tym, z którego później czerpało prawo kanoniczne, panowała też zasada ustności, w szczególności w postępowaniu dowodowym, zwłaszcza przy czynnościach takich jak: przysięga oraz zeznania świadków. W związku z tą zasadą, coraz większego znaczenia nabierały protokoły. Początkowo ich przedmiotem były wyroki, ale za czasów dominatu obowiązkowe było protokołowanie całych rozpraw. Obowiązywała także zasada jawności, chociaż następowało jej wyłączenie w przypadku narady sędziów i tortur. We wszystkich wyżej opisanych etapach procesu przestrzegana była także zasada bezpośredniości. Taki stan rzeczy utrzymał się do III w. naszej ery. Była to procedura obowiązująca cesarstwo do 313 roku, kiedy to Konstantyn Wielki ustanowił religię chrześcijańską religią obowiązującą, zmieniając Rzym w państwo chrześcijańskie.

Historię ustawodawstwa Starożytnego Rzymu regulującego kwestie czarów, możemy podzielić na dwa okresy: do IV wieku i po wieku IV, kiedy to chrześcijaństwo zyskało większy wpływ na decyzje faktycznego prawodawcy, jakimi byli cesarze. Władcy byli w tym czasie zazwyczaj chrześcijanami i przez to podatniejsi stali się na argumenty wysuwane przez kler. We wcześniejszych stuleciach prawo rzymskie karało za magię jedynie wówczas, gdy posługiwano się nią do wyrządzania krzywdy. Prawo Rzymu republikańskiego groziło surowymi karami, włącznie ze śmiercią, ludziom używającym magii do rozpętywania burz, kradzieży plonów czy przywoływania umarłych. Cesarz Tyberiusz, panujący w latach 14 – 47 n.e., rozciągnął na magów rozporządzenia stosowane wcześniej wobec trucicieli. Każdy kto stosując magię zagrażał życiu innych, mógł zostać skazany na śmierć. W latach późniejszych karze tej podlegała również magia miłosna.

Dopiero jednak po nawróceniu się cesarzy na chrystianizm, status przestępstwa zyskało w Rzymie paranie się wszelkimi rodzajami magii, w tym czarami wróżebnymi i leczniczymi. W roku 375 cesarz Konstantyn zagroził obcięciem głowy wszystkim, którzy zajmowali się jakąkolwiek magią czy wróżbiarstwem. Postanowienia te zostały potwierdzone przez następnych władców: w roku 438 przez Teodozjusza II oraz przez Justyniana w 529 roku. Kary zagrażały również ludziom noszącym amulety, czy radzącym się znachorów lub uzdrowicieli. Zaostrzenie polityki cesarskiej w sprawie czarów spowodowało, że obywatele chcąc uniknąć skandalu czy odpowiedzialności, sami pozbywali się magicznych książek, czy dzieł mogących choćby z daleka kojarzyć się z zabronionymi praktykami, zasilając nimi płomienie stosów wznoszonych przez cenzorów. Dym ten miał oczyścić społeczeństwo z zabobonów.

Po upadku organizacji państwowej cesarstwa zaprzestano rzecz jasna na jego obszarach stosowania prawa rzymskiego. Wyjątkiem na tym polu był Kościół, który kierował się zasadą Ecclesia vivit lege romana. Kwestia w jakiej mierze znano to prawo, pozostaje odrębnym problemem. Potwierdzonym jednak jest, że na długo przed XII wiekiem, w którym prawo rzymskie stało się podstawową dyscypliną uniwersytecką, odwoływano się do jego autorytetu w celu rozstrzygnięcia sporów wewnątrzkościelnych.

Wyspy Brytyjskie po Adventus Saxonum

Wydarzenia z połowy V wieku na trwałe zmieniły historię Wysp Brytyjskich. Mimo, iż pomieszanie plemion przybywających na wyspę było spore, ich liczba z czasem stała się tak wielka, że udało się im na stałe osiedlić na podbitych terenach. Jak zostało wspomniane wyżej, Brytowie w początkowym etapie najazdu próbowali stawiać opór, czego efektem miała być bitwa pod Mons Badonicus.

Ostatecznie jednak osadnictwo Anglosasów okazało się być bardzo trwałe, a od ich przybycia powstawały nowe królestwa tworzące nową historię wysp. Królestwa nowych mieszkańców były liczne, powstawały i upadały, choć różnice między nimi nie wynikały z przyczyn kulturalnych, językowych, czy z miejsca ich wcześniejszego czy późniejszego osiedlenia się.

Plemiona anglosaskie jeszcze na kontynencie tworzyły stosunkowo dobrze zorganizowane państewka. W trudnych czasach trwającego podboju nie byli w stanie od razu zorganizować królestw na podobieństwo tych kontynentalnych. Masa przybyszów, która w połowie V wieku uderzyła wielką falą na wyspy dochodząc aż do Morza Irlandzkiego, właśnie jeszcze wobec braku silnej struktury politycznej i militarnej zmuszona została do cofnięcia się. Budowanie przyszłych królestw wymagało czasu.

Potrzebna była przede wszystkim stabilizacja na opanowanych terenach. Wielkość takich obszarów zależna była od wielu różnych czynników; oporu miejscowych Brytów, siły militarnej Germanów, ich wewnętrznych struktur. Tak więc powstawanie wczesnych królestw mogło być związane z przekazywanie władzy w obrębie rodów lub szczepów. Ma to swoje odzwierciedlenie w źródłach, głównie w genealogiach rodów królewskich.

Czasem także najeźdźcy przyjmowali struktury podbitego terytorium. Początkowo wczesne królestwa cechowały się niewielkimi rozmiarami, z czasem przyłączały do siebie inne tereny poprzez ekspansję na tereny celtyckie, bądź podporządkowując swoich słabszych pobratymców[1].

W ciągu II połowy V wieku plemię południowych Sasów zdobyło sobie terytorium wzdłuż wybrzeża południowego na zachód od Kent, a nazwane od nich Sussex. Sasi wschodni osiedlili się na północ od kolonii w Kent, po północnej stronie ujścia Tamizy i utworzyli państwo Essex.

Dalej na północ od nich rozsiedlili się najliczniejsi, napływający w coraz większych rzeszach aż do około 550 roku, Anglowie, których nazwa wkrótce stała wspólną wszystkim germańskim mieszkańcom Wysp Brytyjskich. Nazywają siebie i swój język Englisc w wielu najstarszych zachowanych świadectwach.

Wiąże się z tą nazwą także piękna legenda przekazana przez Bedę, a także w „Żywocie świętego Grzegorza Wielkiego”. Otóż zanim Grzegorz został papieżem, na targu rzymskim spotkał niewolników o jasnej skórze i jasnych włosach. Zapytał się o ich pochodzenie, a oni odpowiedzieli: „ Nasz lud zwie się Angli”. Grzegorz miał odpowiedzieć: „ Nie Angli lecz Aniołowie” („Non Angli sed Anguli”) i wtedy to właśnie podjął myśl nawrócenia tego narodu[2]. Beda przekazując tą legendę, a także pisząc swoje dzieło, myślał o sobie także jako o Angliku.

Kolonie Anglów na Wyspach Brytyjskich, według zastępów i grup plemiennych, podzieliły się na okręgi. Do dziś dnia ślady tego podziału zachowały się w nazwach: Suffolk i Norfolk  – to „lud północny” i „lud południowy”. Dalej na północ inni Anglowie rozsiedli się po obu stronach szerokiego ujścia rzeki Humber, gdzie powstały dwa okręgi: Sudhymbre i Nordhymbre ( stąd nazwa Northumberland – Norhtumbria). Ci ostatni zapędzili się dalej na północ, nad rzekę Tweed i Zatokę Firth of Forth, tam powstały dwa królestwa Deira i Bernicja. Zaś południowi Humbryjczycy idąc wzdłuż rzek, pierwsi zapuścili się do Anglii środkowej, dotychczas bronionej bagnami i lasami, i tutaj po długich walkach założyli państwo zwane Mercia ( być może nazwa pochodzi od słowa mark – granica) rozciągające się na pograniczu z pozostałymi na zachodnim wybrzeżu państwami Brytów: Strathclyde i Walii.

Innym plemieniem, które miało odwagę odejść od wybrzeży w środek kraju, byli Sasi Zachodni, których państwo Wessex założone pod koniec V wieku, w kolejnych bardzo się rozrastało. Odcięli oni celtyckie państewka w Devon i Kornwalii od innych, wspomnianych wyżej. Jednak dzieło rozłamu resztek potęgi celtyckiej, dokończył król z Northumbrii- Aedelfried, w roku 612 podbijając Chester i odcinając w ten sposób Walię od Strathclyde. Tak rozpadły się na trzy grupy resztki Brytów i tylko Walia zdołała utrzymać się przez dłuższy czas, podbita dopiero w 1283 roku przez Edwarda I[3].

Pod koniec VI wieku z tych państw pozostają najsilniejsze: Kent, Essex, Sussex, Wessex, Mercja, Deira, Bernicja, Wschodnia Anglia. Ostatecznie Deira i Bernicja połączyły się w królestwo Northumbrii, a okres istnienia siedmiu królestw na wyspie w historiografii nosi nazwę heptarchii[4].

Przez kilka stuleci toczyła się nieustanna walka o hegemonię między poszczególnymi państwami. W miarę siły wybitnych indywidualności panujących kolejno zyskują przewagę między innymi Penda (626-655) i Offa (758-796) z Mercii, cały szereg królów z Northumbrii (617-670), która i kulturalnie panowała w VII i VIII wieku. Wreszcie w 828 roku król zachodnich Sasów- Egbert- definitywnie jednoczy wszystkich pod swoim panowaniem, odtąd datuje się monarchia angielska. Ta jedność okazuje się najbardziej potrzebna do walki z nową falą duńskich i norweskich najeźdźców na Wyspy, których pojawienie rozpoczyna już zupełnie nowy okres w dziejach Wysp Brytyjskich.

[1] W. L i p o ń s k i, op. cit., s. 278-280

[2] B. C o l g r a v e, The Earliest Life of St Gregory the Great, Written by a Whitby Monk [w:] Celt and Saxon, Studies…, s.123

[3] wskazówki dotyczące genezy nazw królestw R. D y b o s k i, op. cit., s.3-6

[4] W. L i p o ń s k i, op. cit., s.285-290; J.Z. K ę d z i e r k i, op. cit., s.49-50